9/09/2014

Szczęście


Nie lubię rodzinnych zjazdów i biesiad przy stole. Nie moje klimaty. Pewnie przez to zboczenie na punkcie wolności i niezależności. Kiedy więc dowiedziałam się, że złote gody dziadków to impreza w gospodarstwie agroturystycznym na DWA dni, nie było mi do śmiechu. Choć pod skórą czułam, że teraz będzie inaczej. I było. Cudownie.



Z prezentami dla Dziadków zawsze jest problem - żyją skromnie, mają swoją działeczkę i w zasadzie potrzebne im tylko zdrowie. Co więcej, w pełni wczuwają się w rolę dziadków i rodziców, więc przyzwyczajeni są do dawania, a przyjmowanie prezentów bardzo ich krępuje. Więc zamiast dawania prezentu, zorganizowaliśmy im niezapomnianą imprezę. A zasadzie zorganizowały- ich córki, z których jedna to moja mama :)




Wybór padł na gospodartwo agroturystyczne Zagrodę Edukacyjną Konarzew. Konarzew do bardzo mała wioska położona jakieś 20-30 km od Łodzi. Już pierwsze kroki na terenie Zagrody otoczonej lasami sprawiły, że zakochałam się w tym miejscu. Hasający po trawie kuc, który chciał pożreć moje stopy, cudowny owczarek berneński, stare maszyny rolnicze, ręcznie robione naczynia, biżuteria (organizowane są tam warsztaty z rękodzieła). W Konarzewie życie zaciąga ręczny hamulec, katapultuje cię z auta i stanowczo nakazuje wdychać świeże powietrze, cieszyć oczy zielenią pastwisk, łapać promienie słońca. Nawet muchy latają tam jakoś wolniej.


Podofil!

Aslan - mój absolutny ulubieniec :)

Kiedy zjechali wszyscy goście zasiedliśmy do obiadu. Nie lubię rodzinnych zjazdów również ze względu na jedzenie - tłuste mięsa w tłustych sosach, białe pieczywo, kapusty z zasmażkami, tony śmietany i masła itd... a tutaj? Pełne zaskoczenie! WSZYSTKO robione na miejscu - wędliny, mięsa - wszystko chudziutkie, świeże. Mimo, że nie jem mięsa, nie mogłam wyjść z podziwu. Chleb również pieczony na miejscu. Sałatka? Tylko starta marchew z ogródka za domem. Byłam w gastroraju! :)

Potem przyszedł czas na atrakcje! Konkurs dojenia krowy! A jak! :D Mućka jak prawdziwa i dała całkiem sporo mleka. P


Następnie quiz dla Młodej Pary (bo tak nazwaliśmy jubilatów). Odpowiadając na pytanie podnosili tabliczkę - np. kto głośniej chrapie (on ;) ).  Za zgodność odpowiedzi Młoda Para otrzymała statuetkę najlepszego małżeństwa.


Następny konkurs to kalambury. Nie będę skromna - wyjaśniam w te klocki! :D Kupa śmiechu!


Na koniec zabaw każdy dostał obdarowany cudownym prezentem, np. wysokiej klasy sprzęt AGD - bezprzewodowy odkurzacz - szczotka i szufelka :P


Sami ubijaliśmy też masło! Tak, tak, dokładnie tak, jak w teledysku Donatana. I powiem Wam, że tylko na tym teledysku to tak fajnie wygląda, tak naprawdę to ciężka harówa!

Kiedy nastała już noc - ognisko! I pieczone ziemniaki z żaru. Pycha!



Towarzystwo bawiło się jeszcze długo w noc, ja zniknęłam już spać.

Obudziłam się jeszcze przed siódmą i pomyślałam, że to dobra okazja by... POBIEGAĆ! Nie czułam się jak rozjechana przez walec drogowy i wstanie z łóżka nie było żadnym problemem (się nie pije, się ma!). Zrobiłam krótkie kółeczko wokół wioski, dosłownie kilkanaście minut biegu. I wtedy to przyszło. Uczucie totalnego spokoju, upojenia tą chwilą. Poczułam szczęście. Tak po prostu. Jestem zdrowa, sprawna, mam wspaniałą, kochającą się rodzinę, na którą zawsze mogę liczyć. To, czego nie mam, to tylko rzeczy materialne, nabyte, niepotrzebne wcale do pełni szczęścia. Jestem wdzięczna. I wcale nie Bogu, czy rodzicom, dziadkom. Tak po prostu, bez adresata. Wdzięczna, że jestem tu gdzie jestem, że otaczają mnie tacy ludzie. I choć moje życie mogło wyglądać zupełnie inaczej, niczego nie żałuję. Bo nawet te gorsze chwile dały mi lekcję i stały się cennym doświadczeniem.

Uśmiechnięta i pełna dobrej energii podbiegłam do Taty i wuja i razem z nimi ruszyłam na poszukiwanie grzybów. Wysyp sów i... prawdziwek! :)


Kiedy wstała reszta gości, zjedliśmy pyszne śniadanie, a potem gospodyni, pani Małgosia wypuściła na wybieg konie i.... KARMIŁAM KONIE! Jadły mi marchew prosto z dłoni! Chyba pierwszy raz w życiu byłam tak blisko konia. Zakochałam się w tych zwierzętach. Są piękne i szlachetne, i mają taką cudowną miękką skórę na nosie. Od niedzieli molestuję tatę, żeby kupił mi konia. Bez sukcesów ;)


To był naprawdę niesamowity weekend. Byłam w zupełnie innym świecie. Piękniejszym, szlachetniejszym. Miejsce stworzone przez ludzi z pasją, którzy pozostawili wygodne miejskie życie, by żyć zgodnie z naturą. I widać, że to kochają! Być może wrócę tam na warsztaty pieczenia chleba, oby!

Mam najlepszą rodzinę na świecie. Od soboty kocham rodzinne 'spędy' ;)


Autorki całego zamieszania. Najpiękniejsze i najfajniejsze córki na świecie :)
Moja Mama & Ciocia 


Jubilaci. Tyle lat razem i wciąż się kochają.















5 comments:

donia0092 said...

Masz piękną rodzinę. To naprawdę skarb :) Ogólnie jestem całkiem wzruszona tym postem... I zgadzam się z każdym pogrubionym słowem, mam takie samo myślenie!
A jeśli chodzi o konie, to polecam naukę jazdy! Niezłe fitness dla ud, ale też wspaniałe obcowanie z koniem. Nie da się tego opisać;)

malenstwo_83 said...

Widać że impreza się udała. A Aslan...przecudny pies;-)

La vida es mentolada said...

Wspaniała impreza, piękne miejsce, cudne przeżycia! Zazdro!!! ;) Najlepsze życzenia dla Młodej Pary!!! <3 Pięknie napisałaś i te fotki, aż chciałoby się tam od razu gnać... Super post, będę do niego wracać! :) :-*

Marta Łukasik said...

Bardzo Ci dziękuję! :)
Jeżeli tylko będę miała ku temu możliwość, na pewno w to pójdę. Jednego jestem pewna - to nie był ostatni kontakt z tymi stworzeniami! :)

przydomowe oczyszczalnie said...

śliczne koniki :)