3/30/2014

I jak tu nie biegać?



Dobra, ja nie biegam i biegać nie będę jeszcze jakiś czas, ale nie zmienia to faktu, że poczytać mogę.
Kiedy tylko dowiedziałam się, że Beata Sadowska napisała książkę o bieganiu, wiedziałam, że muszę ją mieć! Nie wiem, czy dlatego, że Beatę lubię (tak po prostu, jakaś dobra energia od niej bije ;) ), czy bardziej dlatego, że lubię bieganie. Coś mnie do tej książki ciągnęło.

Zacznę nietypowo, od podsumowania:



POLECAM! CZYTAĆ, BIEGAĆ I CZERPAĆ Z TEGO NIEPOHAMOWANĄ RADOŚĆ!

Dlaczego?

Po pierwsze, na spotkaniu autorskim pewnie zwracałabym się do autorki per Pani, ale czytając książkę mam wrażenie, że jestem z dobrą koleżanką na kawie, a ona cała w skowronkach opowiada mi bieganiu. Swoim i nie swoim. O tym co i gdzie widziała, co czuła, myślała, a ja czuję, że każde słowo pasuje do mojego biegowego życiorysu (no, poza maratonami ;) ).


Po drugie, książka to psalm pochwalno-dziękczynny biegania. I wcale nie w wyidealizowanej, przesłodzonej formie! Jest lekko, jest przyjemnie, czytając czuje się endorfiny i atak radości po dobrym treningu. Z drugiej strony jest też tak... po ludzku. Bo czasami się po prostu nie chce. Albo nie ma siły. Miesięczna przerwa od biegania? Też jest potrzebna, zwłaszcza po męczącym sezonie. Odpoczywają nogi, odpoczywa umysł, jest czas, żeby za bieganiem zatęsknić. Pulsometry? GPS? A po co to komu? W bieganiu nie o to chodzi, a przynajmniej nie w tej książce.
Pies! O psie jest dużo, bo Momo to kompan biegowy numer jeden. Uśmiech nie schodzi z twarzy czytając o nim. Towarzyszy, pilnuje, troszczy się o pana/panią. A kiedy mu się nie chce... to trzeba przeczytać! ;)

Kolejnym plusem-bonusem książki są trenerskie wstawki, w których Beata rozmawia z zaprzyjaźnionym trenerem Kubą Wiśniewskim. W prosty i przyjemny sposób Kuba opowiada bieganiu na wielu płaszczyznach, od butów zaczynając na ciąży kończąc. Cenne porady, wskazówki, które łatwo wdrożyć do swojego biegania, nie tracąc jednocześnie niczego z radości przebierania nogami.


Co jeszcze mi się tu podoba? Biegowe anegdotki i savoir-vivre biegacza. Bo wiecie, to, że my kochamy biegać, nie znaczy, że wszyscy chcą o tym słuchać, o rozmawianiu nie wspominając. Podobają mi się opisy maratonów (autorka przebiegła ich całe dwanaście!) z perspektywy amatora. Czytasz i .... też chcesz wystartować! Nawet kryzysy nie wydają się straszne. Moment przekroczenia mety wynagradza każdą sekundę zwątpienia. Podoba mi się połączenie podróżowania i biegania. Wakacje w ciepłych krajach, cudne widoki i... nowe trasy biegowe. Bo z żadnej innej perspektywy nie da się zobaczyć tyle, ile z perspektywy biegowej. Nawet podczas rajdu Dakar da się biegać ;)

Na uwagę zasługuje też sama forma książki. Nietypowa. Z zaokrąglonymi narożnikami, porządnie wydana, duuużo zdjęć. Czytając przenosiłam się do wszystkich miejsc, w których biegała Beata. Czyta się szybko, a po skończeniu wcale nie maleje apetyt - chciałoby się 'słuchać i słuchać'.

Ta książka mi wystarczy. Nie będę kupować poradników dla profesjonalistów. Niech moje bieganie pozostanie moją cichą przyjemnością, azylem. Nie kupię pulsometru ani żadnych skomplikowanych urządzeń. Nie pozwolę sobie zabić przyjemności biegania. Chcę być taka, jak autorka - chcę być szczęśliwą biegaczką-amatorką ;)

No, i jak tu nie czytać*?






*a potem biegać ;)

15 comments:

Anonymous said...

Dopiero zaczynam biegać i właśnie chciałam zainstalować którąś z tych aplikacji do biegania ale dzięki Tobie zorientowałam się że to wszystko jak na razie nie jest mi potrzebne, że to ma być chwila tylko dla mnie gdzie nawet telefon nie jest mi potrzebny ;) więc rzucam wszystko i idę się trochę poruszać!
P.S. Zrobiłam wczoraj zapiekankę, wyszła pysznie! Zjadłam na obiad, wyszłam z domu a jak wróciłam to już nie było :D

Marta Łukasik said...

Tak strasznie się cieszę! To miód dla mojej duszy! :) I tak! Biegaj przede wszystkim dla siebie ;) A jeśli będziesz chciała sobie zmierzyć dystans (to strasznie motywuje jeśli przebiegnie się więcej niż poprzednio) polecam aplikację Endomondo, jeśli masz GPS w telefonie. I nic więcej Ci nie trzeba! :) Pozdrawiam gorąco i życzę przyjemnego biegania! :)

Kalina Rukat said...

Hehe Ja właśnie wróciłam z biegania <3

Kochać Siebie said...

Ale mnie zachęciłaś do kupienia tej książki. Muszę sobie odłożyć pieniądze. Może za każdy kilometr będę sobie sama płaciła 50 groszy, aż w końcu uzbieram na książkę? :) Podwójna motywacja! Szczególnie, że znów będę zaczynać od zera. Trzymaj kciuki!

Sylwia M said...

Ja tez lubię czytać o bieganiu, mimo że nie biegam. Blogi przeglądam dziewczyn które biegają i ciągle mam nadzieje że kiedyś zacznę :)

FitFoxes said...

Czekając na piątkowy pociąg zajrzałam do tej książki i wydała się naprawdę fajna :) Jak kiedyś nadejdą "spokojniejsze" czasy może się po nią uśmiechnę ;)

PS Widziałam, że recenzja nie przeszła bez echa :)
PS2 Wiosennie i zielono się zrobiło, I like it :)

Ania Jakieła said...

świetna recenzja :) kupuję! :D

Marta Łukasik said...

+10 do respectu :D
Ja też lubię, pasuje do książki i do Endo :D

Książka będzie czekać!

Marta Łukasik said...

Nie będziesz żałować :D :)

Marta Łukasik said...

Będę trzymać! :D

Marta Łukasik said...

Przestań czytać! Wkładaj buty i fruń :D Bo tego uczucia nie oddadzą żadne słowa ;)

Małgorzata Poznańska said...

Zastanawiałam się nad tą książką. Co prawda, też nie biegam i przez jakiś czas nadal nie będę ;) ale z chęcią przeczytałabym tak zachwalaną książkę. Kto wie, może za rok będę już biegać! :)

ps. zapraszam na pierwszą część posta o właściwościach ziół, o które prosiłaś. Mam nadzieję, że choć trochę je przybliżyłam i, że w jasny i łatwy do przyswojenia sposób.

http://purple-plum-me.blogspot.com/2014/03/nieze-zioko-zdrowotne-wasciwosci-zio-cz1.html

Sophie di Angelo said...

Właśnie dzisiaj skończyłam czytać. :) Niesamowicie motywująca i energetyczna lektura. Czyta się z prawdziwą przyjemnością! :)

Zdrowi w Łodzi i nie tylko... said...

Marta, recenzja zachęcająca, nawet dla zapalonej rowerzystki :D
Pozytywne zmiany u Ciebie! :D

Szyszka said...

dołączam do podczytywaczy bloga :) Masz tyle ładnie wyglądających przepisów, że chyba coś wypróbuję :) Poza tym widzę, że też z Poznania :) Co do książki - podczytywałam ją w Empiku i rzeczywiście wydaje się naprawdę fajna. Zamierzam ją kupić w najbliższym czasie. Zapraszam na mojego biegowego bloga: pierwszykilometr.blogspot.com :)