10/24/2015

Kefir in Korea #6: When a crab tries to runaway // Kiedy krab próbuje uciec



Nienawidzę robić zakupów. Z jednym wyjątkiem - kupowania żywności. Naprawdę sprawia mi to przyjemność, czytanie etykiet, odkrywanie perełek, nowości. Nazwijmy to zboczeniem zawodowym ;)

I hate shopping. Except of one thing - buying food. I really enjoy that, I like reading labels, checking ingredients, finding 'must haves', novelties. Let's just call it an occupational quirk ;)

Scroll down for English version.

Pierwszej wizycie w markecie towarzyszyło podekscytowanie, cóż to ciekawego mogę tu znaleźć, ale także przerażenie. Mówię jako tako po koreańsku, ale czytanie składów to już wyższa szkoła jazdy.
Zachwyciło mnie wiele rzeczy, przede wszystkim odmienność w kwestii podstawowych produktów żywnościowych. W Polsce: chleb, ziemniaki, nabiał, wędliny; w Korei - ryż, ryby i owoce morza, zupki w proszku.

Ryż kupuje się w wielkich workach, są różne rodzaje, jednak najpopularniejszy jest biały, kleisty.
Ryby i owoce morza kupuje się świeże, czasem jeszcze żywe. Np. kraby, tutaj jeden próbuje się wydostać na własną rękę ;)



Pierwsze, co zaskoczyło mnie po przyjeździe, to brak jakichkolwiek regularnych jednostek w jakich kupuje się świeżą żywność. Czasem na sztuki, czasem na bliżej nieokreśloną ilość, na koszyczki, pojemniczki, paczuszki. Kilogram w Korei to totalna abstrakcja.

Większość na koszyczki, banany na kiście, czasem o różnej liczbie owoców.

Od 4 do 9 sztuk, za jakieś 23 złote. 

Druga rzecz, która mnie zdziwiła, lub raczej rozczarowała, w sklepach to ilość wysoko przetworzonej żywności, zupek w proszku, gotowych dań. Praktycznie wszystkie produkty żywnościowe zawierają jakieś sztuczne dodatki - wzmacniacze smaku, cukier, glutaminiany, co bardzo odbiło się na kondycji mojej cery. Okazuje się, że azjatycka kuchnia nie jest tak zdrowa, jak mogło się wydawać. Ale kiedy jesteś naprawdę głodny:

Ciekawostka #1: Zaraz po kupieniu zupki w proszku, możesz ją przygotować na miejscu.


Wiele mniejszych sieciówek (jak np. Żabka w Polsce) posiada w sklepach dystrybutory z gorącą wodą, dzięki czemu można zakupioną zupkę zjeść od ręki. Wygodne i całkiem popularne.



Ze względu na brak kuchni w akademiku, jestem po części skazana na kupowanie gotowych produktów, na szczęście, im dłużej tu jestem tym lepiej idzie mi czytanie etykiet i wynajdywanie tych nie najgorszych po względem żywnościowym; à propos czytania etykiet:

Ciekawostka #2: Na większości opakowań produktów w Korei podana jest informacja o kaloryczności... całego opakowania! 



Nie da się ukryć, czasem daje to do myślenia, zwłaszcza biorąc do ręki słoik masła orzechowego ;)

Ceny? No cóż, nie da się ukryć, w Korei jest drogo, zwłaszcza dla kogoś, kto przyjechał z kraju, w którym zarabia się znacznie mniej. Najdroższe są zdecydowanie warzywa, owoce i soki. Bardzo drogie jest też mięso - zwłaszcza wołowina, choć mnie ten problem nie dotyczy ;)

Bakalie, płatki owsiane to już rozrywka dla bogatych. Pozytywnie zaskoczyła mnie natomiast cena mleka migdałowego, która jest bardzo zbliżona lub nawet niższa niż w Polsce.

Czego mi tutaj najbardziej brakuje? Zdecydowanie kefiru i innych przetworów mlecznych z prawdziwego zdarzenia; prawdziwego, razowego chleba żytniego i polskich warzyw.

Więcej zdjęć pod wersją angielską :)



 ENGLISH VERSION

When I entered a Korean market for the first time I was excited about what could I find in here, but, on the other hand, pretty terrified too. I can speak so-so Korean, but reading labels is a whole different story.
I marveled at many things, but mostly at the big difference in basic food products. In Poland it's bread, potatoes, dairy products and charcuterie; in Korea - rice, fish and seafood and all kinds of ramyen.

Rice is being sold in bigger sacks, there's a lot of types, but the most popular is white, more glutinous that the one known in Europe; fish & seafood always fresh, sometimes still alive, just like crabs over here. Actually one of them is taking things in his hand, I think he tried to runaway ;)



But the thing that surprised me the most at the beggining was the fact that there are no universal units established, in which fresh food would be sold. Sometimes you buy by a piece, sometimes by some random amount, by baskets, by packets etc. Kilogram seems to be mystery here.


Most of veggies&fruits are to buy by baskets, bananas by bunches, sometimes with different number of fruits

4 to 9 apples for about $7 



The other thing I was surprised by, or rather disappointed, in stores is the amout of highly processed foods, instant soups, ready-made dishes. Most of the foods available at stores cointain artificial additions,  flavour-enhancer, glutamates, sugar, which affects my skin condition a lot. 
It turns out that asian food is not that healthy as one could imagine. But when you're really hungry:

Fun fact #1: After you buy an instant soup, you can prepare it at a store right away


Many retail chain stores, such as 7eleven have hot water distributors and/or microwaves so the customers can prepare and eat the food they just bought . Quite handy and convenient. Although not healthy at all.



Because of the lack of kitchen in my dorm I'm actually forced to buy ready-made foods, but the longer I am here, the better I get at reading Korean labels and finding foods that don't ruin my health. Oh, à propos reading labels...


Fun fact #2: Most of the food products' labels include an information about calories of the whole packaging!


This could give you food for thought, especially when you hold a jar of peanut butter in your hand ;)

Prices? Well, won't be lying, it's pretty expensive here, especially when one comes to Korea from a country where people earn considerably less than Koreans. The most expensive foods are vegetables, fruits and juices. Beef has also very high prices, but fortunately, this problem isn't mine ;) (Since I don't eat any meat except of fish and seafood). 

Dried fruits and nuts, as well as rolled oats are sort of luxury products here.
But I was positively surpriced, when I noticed that almond milk costs quite the same or even less than in Poland. Like it!

What do I miss the most while staying in Korea? Kefir, obviously, and other Polish dairy products, real, wholewheat rye bread and Polish vegetables :) 

Now, see what foods can you buy in Korea! 

(note: do not watch when hungry)
UWAGA: Nie oglądać na głodnego ;)



International accent // akcent międzynarodowy...
and Polish one // i polski ;)

Powder, powder everywhere! // Proch, wszędzie proch!

And after you prepare you ramyen, you can eat it in front of the store.
A jak już zalejesz swoją zupkę, możesz ją zjeść przed sklepem

usual breakfast: yoghurt & wholewheat crackers
typowe śniadanie: jogurt i pełnoziarniste krakersy


this horrible bag with hygroscopic substation touching sunflower seeds
okropna torebka z substancją higroskopijną wsadzona bezpośrednio do ziaren słonecznika

Not vary tasty.
Nic specjalnego.

Purple carrot juice
Sok z fioletowej marchwi

Juices, very expensive...
Drogie soczki...

and very hard to find a pure vegetable juice, this one contained about 10% of broccoli juice.
i równie ciężko jest znaleźć sok warzywny w prawdziwego zdarzenia, ten np. zawierał jakieś 10% soku z brokułu. 






Snack from fish meat...
Przekąska z mięsa ryb...

and from seaweed
i wodorostów



One of the very few really healthy snacks here
Jedne z nielicznych zdrowy przekąsek tutaj

Pancake alike rolls with redbean filling
Podobne do pancake'ów bułeczki z nadzieniem z czerwonej fasoli

One of my favoutites! Soft tice cakes - tteok!
Moje ulubione, miękkie ciastka ryżowe





This one is actually not that bad
Ta zupka nie jest taka zła

Braised quail eggs in soy sauce
Duszone jaja przepiórcze w zalewie z sosu sojowego

and plain
i w zalewie naturalnej

Kimbap, one of the most popular snack, like a sandwich in non-asian world
Kimbap, chyba najpopularniejsza przekąska, coś jak kanapka w nieazjatyckim świecie

Takie a look at the inside
Bogate wnętrze




Green Peas soup
Zupka z zielonego gorszku

Sałatka ze słodkiej dyni z żurawiną




Fresh fishes and seafood


and dried fish heads, to cook some soup I guess
i suszone główki, na wywar jak mniemam 


Dried small fished and schrimps
Suszone mini rybki i krewetki

Dired squid
Suszona kałamarnica



Mobile octopus store
Mobilny sklep z ośmiornicami

Say hello!

2 comments:

behealthylady said...

Świetnie wyglądają te owoce na bazarku! Tak inaczej, tak świeżo!
Podziwiam Cię, że potrafisz czytać etykiety w takim języku, level hard :D
Powiem Ci, że w Niemczech jest podobnie.. Drogie owoce, mięso, bakalie..

Zapraszam do mnie:
http://behealthylady.blogspot.de

Marta Łukasik said...

Importowane smakują tak jak w Polsce, natomiast smak rodzimych warzyw jest dużo słabszy w porównaniu do polskich.
Co do etykiet, cały czas poszerzam mój poręczny słowniczek ;)
Ach, do Niemiec też chciałabym się wybrać na dłużej, więc chętnie będę śledzić Twój blog! :D