9/27/2013

Run Lola, run!



Bieganie. Subiektywnie.

Dla mnie to nie tylko spalanie kalorii. To bycie sam na sam ze sobą, oczyszczanie głowy, porządkowanie myśli.Pokonywanie własnych słabości i bicie osobistych rekordów. Nawet te niewielkie dają nieziemską satysfakcję.

Moje bieganie zaczęło się jakoś na początku liceum (5-6 lat temu, kto by liczył? :P). Ubzdurałam sobie, że zrobię szpagat. A jak się na coś uprę, nie ma bata. Zaczęłam się więc rozciągać. Żeby się dobrze i bezpiecznie rozciągać, należy wcześniej porządnie rozgrzać mięśnie, a co może być do tego lepsze od biegania? I tak to poszło. Szpagaty się zrobiły, a bieganie zostało. W zasadzie to taki constans w moim życiu. Ulegam chwilowym zauroczeniom (joga, rower, interwały), robię długie przerwy (nawet roczną!), ale koniec końców zawsze do tego truchtania wracam.
W klasie maturalnej, od wiosny biegałam niemal codziennie. Teraz biegam zdecydowanie rzadziej, raz lub dwa w tygodniu. I chyba wyszło mi to na dobre. Zwiększyłam dystans, poprawiłam czas. I bardziej mi się chce. Odczuwam z tego biegania więcej przyjemności. O braku kontuzji nie wspominając :)
A propos kontuzji! Biegałam sobie kiedyś kulejąc lekko i dogonił mnie jakiś starszy pan. Opierniczył na czym świat stoi i powiedział mnóstwo mądrych rzeczy. Potruchtaliśmy jeszcze kawałek razem rozmawiając. Okazało się, że ten starszy pan (naprawdę starszy) jest maratończykiem. Biegł nawet na 100 km!
Zakazał mi biegania na tydzień, polecił maść na kolano (Naproxen, jak coś :) ) i pobiegł dalej. Strasznie inspirujące było to dla mnie spotkanie. A ja nawet nie zapytałam o imię owego Pana Maratończyka :(

A teraz kilka konkretów. 




Biegać może w zasadzie każdy. Powyższa anegdotka pokazała, że wiek nie ma specjalnego znaczenia :)
Najważniejsze są buty. Wygodne, wspierające stopę i kostkę, lekkie, stabilne. Buty należy też dostosować powierzchni na jakiej zamierzamy biegać. Do biegów terenowych warto zwrócić uwagę na grubszą podeszwę, guma jest bardziej miękka, a bieżnik głębszy (chodzi o lepsze trzymanie podłoża). Buty do biegania na bieżni czy w warunkach miejskich są wykonane z bardziej przewiewnej siateczki, co nie sprawdziłoby się w tych drugich ze względu na wszechobecny w terenie piach, błoto i inne atrakcje.
Buty są ważne, ale nie wiem czy jest sens wydawać na nie fortunę. Osobiście co drugi sezon poluję na buty do biegania z Lidla. Uważam, że są super. Super wygodne, super tanie i  prawie super ładne. Polecam!
                                         


Ok, buty już mamy. Strój. Przede wszystkim wygodny, oddychający i dostosowany do pogody. Jeżeli tylko pozwala na to aura (czyt. nie jest strasznie zimno) biegam w krótkich spodenkach. Nogi się chłodzą, mogą więcej ;) Całkiem niedawno zaopatrzyłam się (w Lidlu, a jak!) w specjalne spodenki 3/4  ze sprytną kieszonką z tyłu. Idealna na telefon i klucze.
Kiedy robi się chłodno, wietrznie warto pomyśleć o czapce i rękawiczkach. Często zdarza się, ze zaczynam bieg w rękawiczkach, ale już po kilku minutach jest mi na tyle ciepło, że muszę je zdjąć. Czapki średnio lubię, ale czasem mus to mus. W sezonie zimowym nie biegam. No chyba, że złapią mnie wyrzuty sumienia w świąteczny poranek, po wigilii :P Nie wiem, jakoś nie pociąga mnie wizja walki o to, żeby nie poślizgnąć się na zaśnieżonym chodniku. Chociaż z podziwem i zazdrością patrzę na tych wytrwałych, winter-runnersów. Kto wie, może w tym roku się przełamię?

MUZYKA

Jako że preferuję bieganie w pojedynkę muzyka jest dla mnie absolutną koniecznością, musem i w ogóle bieganie bez muzyki jest możliwe?! Dobra playlista naprawdę potrafi dodać skrzydeł. Dowód? Kiedyś ułożyłam tak energetyczną listę, że mimo iż nie planowałam biegania, musiałam, po prostu MUSIAŁAM ją przetestować. Był to początek sezonu (mojego, pewnie kwiecień), więc dystanse oscylowały w granicach 6-8 km, a ja przebiegłam już ponad 10 i musiałam sama się wyhamować, bo wiedziałam, że mogę nabawić się kontuzji. Uśmiech nie schodził mi z buźki, nawet nie wiem kiedy pyknęła ta dyszka, niesamowite uczucie. Music power, mówię Wam!
                                                     
                                         
Przed bieganiem
 
Rozgrzewka. Absolutnie niezbędna. No chyba, że chcemy zrobić sobie krzywdę. Na początek krążenia: ramion, nóg, bioder, tułowia, głowy. Należy rozgrzać i rozruszać wszystkie stawy. Potem marsz w miejscu, wypady, podskoki, pajace, skip (bieg z wysoko uniesionymi kolanami; bieg z uderzaniem o pośladki). I można ruszać. Ja nie rozciągam się przed treningiem. Są różne szkoły. W moim odczuciu to rozluźnia mięśnie, zmniejsza ich napięcie, nieco je osłabia. Wolę nie rozleniwiać ich przed wysiłkiem. Najpierw praca potem relaks. Dla mnie stretching zawsze i tylko po treningu, na rozgrzanych mięśniach. 
 
Po bieganiu

Skończywszy bieg, nie rzucamy się sapiąc na ziemię, matę czy cokolwiek innego. Stopniowo wracamy do siebie, co z angielskiego zowie się cooldown. U mnie jest to zazwyczaj chwila spaceru, jakieś 5 minut (no chyba że leci jakaś fajna piosenka, wtedy automatycznie się wydłuża). Potem wpadam do mieszkania, łoję (bo kulturalne picie to na pewno nie jest :P) pół butelki wody, o ile nie całą! Następnie zaczynam stretching. I tu sprawa wygląda różnie, bo nie zawsze mam tyle czasu, żeby się porządnie porozciągać. Zaczynam w pozycji stojącej, rozciąganie mięśni ud (przyciąganie pięty do pośladka), skłony, wypady. W siedzeniu: siad płotkarski, głowa do kolan, siad w rozkroku.  

                         
Ważna uwaga. Należy wychwycić moment, w którym czujemy opór, lekki ból i przytrzymać, wystarczy 8 sekund (nie pamiętam, gdzie to wyczytałam, podobno tyle wystarczy żeby mózg otrzymał sygnał, ze ten mięsień ma się rozciągnąć - mówiąc krótko i zwięźle), głęboko oddychamy, wyobrażamy sobie, że z wydechem opuszczają nas wszystkie napięcia (joga, siostro!). Nie pulsujemy mocno mięśniami w rozciągnięciu. Można pozrywać, a po co? Na koniec warto chwilę po prostu poleżeć na plecach i oddychać. Relaks. Miło, prawda?

Poza bieganiem

Z własnego doświadczenia wiem, że warto wzmacniać mięśnie nóg. Biegamy szybciej, dłużej, lepiej. Ba, nawet chodząc spalamy dzięki temu więcej kalorii. Ostatnio wyszłam pobiegać po niemal miesięcznej przerwie. Bez większej zadyszki, kryzysu, czy bólu pokonałam 13km. Jestem przekonana, że to właśnie dzięki treningom wzmacniającym. Ćwiczeń na nogi jest całe multum, tutaj przykładowe:
klik. Ja zobaczyłam różnicę już po zwykłym squad challange.

Zmierz swój bieg!

Chciałam w tym miejscu z całego serca polecić Wam super aplikację, dzięki której z pomocą telefonu możecie zmierzyć dystans i czas swojego biegu. Ba, możecie zobaczyć nawet trasę, którą pokonaliście, ile kalorii spaliliście i wasz średni czas min/km. Wystarczy, że macie w telefonie GPS lub połączenie z internetem. Aplikacja, której używam to Endomondo, w Polsce dość popularna, więc pewnie o niej słyszeliście. Wiem, że są też inne, ale nigdy nie używałam niczego poza Endo. Mam darmowy GPS w telefonie, więc korzystam do bólu :) Aplikację pobieramy ze strony Endomondo, gdzie najpierw się logujemy, instalujemy na telefonie i czekamy aż chwyci nas GPS. Mój patent: ok. pół godziny przed planowanym treningiem stawiam telefon przy oknie, praktycznie zawsze działa. Po wyjściu z mieszkania czasem gubi sygnał, ale w czasie kiedy jeszcze się rozgrzewam zazwyczaj wraca. Niestety zdarza się i tak, że ni cholery sygnał  nie łapie. Wtedy mierzę tylko czas, a trasę rysuję sama, na mapce ( w zakładce wyznacz trasę) i dopisuję dystans do odbytego treningu. Nie mamy wtedy wiarygodnych danych co do prędkości i kalorii, ale przynajmniej wiemy ile km pokonaliśmy :) A! Przed wystartowaniem licznika warto upewnić się, że ustawiliśmy właściwą dyscyplinę. A jest ich niemało: od biegania, przez gimnastykę, na golfie kończąc.
Dzięki tej aplikacji możemy monitorować naszą aktywność, rywalizować z innymi, porównywać wyniki, bić własne rekordy, a także przystępować do licznych rywalizacji z nagrodami. Ja wzięłam udział w charytatywnej akcji 'Pomoc mierzona kilometrami', działa do 29. września, macie dwa dni! :P

Tak na koniec (jeju, ale się rozpisałam!) dodam, że truchtając w Poznaniu, mijam wieczorami wielu biegających ludzi. Mimo, że się nie znamy pokazujemy sobie 'cześć' i uśmiechamy się do siebie. To też pozytywnie mnie doładowuje. Mam poczucie, że należę do fajnej grupy, która czerpie radość z tego, co robi i potrafi się tym dzielić.
Bieganie: Polecam! :) 

 A o diecie biegacza i kontuzjach opowiem innym razem :)

5 comments:

Agata Mind said...

Dokładnie mam to samo, w czasie biegu robię porządki w glowie przez to czasami nei wiem gdzie biegnę :P to taka jakaś terapia, muzyka dodaje sił , skrzydeł, kopa . To, że spalamy to miła nagroda. Ciuszki z Lidla są jak najbardziej przydatne, niestety w czwartek juz nie było moich rozmiarów i musze czekac na nastepna promocje :( Zapraszam do siebie ! :) Na fb też ;-)

Marta Łukasik said...

Lidl rządzi! A kondycja przydaje się w wyścigu do sklepowych półek :P

Run-forlife said...

Jak tak czytałam to mi się tak łza w oku zakręciła, bo tak kocham bieganie, a nadal nie mogę :(
Ból w kolanie wrócił, we wtorek idę po kolejne skierowanie do ortopedy i jeśli tylko nadal będzie takie zalecenie to idę na rehabilitację, bo nie wytrzmiem. Już zniosę ten stracony sezon, ale następny zacznę z rozsądnym przytupem choćbym miała pocić się w objęciach jakiego fizjoterapeuty przez tygodnie ;p

invisible said...

Piszesz zabawnie, mądrze i naprawdę ciekawie. Chyba zaczynam uwielbiać Twojego bloga .
Pozdrawiam :)

Marta Łukasik said...

Dziękuję, to wiele dla mnie znaczy :)