10/06/2013

Moje pudełko szczęścia! :)


'A co ty tam jesz?' - Bardzo często słyszę to pytanie, połączone ze zdziwionym spojrzeniem.
Łakocie i witaminy! Tyle Wam powiem :D

Z racji remontu kuchni, jaki zaczął się we wrześniu w domu rodziców, musiałam jakoś ogarnąć moje 'końskie żarcie' (jak to ładnie tatko określił), które porozrzucane było po wszystkich szafkach. I w ten oto sposób powstało moje pudełko szczęścia. Wystarczy, że do niego zajrzę, a już mordka mi się śmieje :)

Ta dam:




Co my tu mamy?




1. MAKARON ŻYTNI RAZOWY. Mój faworyt jeśli chodzi o makarony, a i chleb żytni razowy jest moim numerem jeden. Świetne źródło węglowodanów złożonych, tak bardzo ważnych w diecie każdego człowieka. Dają energię na dłużej, nie podnoszą gwałtownie poziomu glukozy we krwi i stanowią solidną porcję błonnika. Makaron z mojego pudełka jest zrobiony z ekologicznej mąki żytniej typu 1850, ale znalazłam już makaron z mąki 2000. Niedługo kupię i przetestuję. Niewątpliwym atutem makaronów razowych jest to, że gotują się ultraszybko, ok. 4 minut. Doskonała opcja na szybki obiad ;) Cena wbrew pozorom nie dziurawi nawet studenckiego budżetu. Za swój zapłaciłam 3zł.

2. NASIONA CHIA. Inaczej szałwia hiszpańska. Robi furorę wśród gwiazd i maniaków zdrowego odżywiania. Kupiłam na próbę przy okazji większych zakupów na allegro. Chia jest bez smaku (przynajmniej ja go nie czuję), wyglądem przypomina mak, a właściwościami i zachowaniem podczas przyrządzania zbliżona jest do siemienia lnianego. I to właśnie jest nasz polski odpowiednik szałwii hiszpańskiej. Chia zawiera dużo kwasów Omega-3 i dużo błonnika. Przyznaję, całkiem niezły z niej zapychacz. Sałatka owocowa z dodatkiem tych nasion nasyca na kilka godzin! Chia pod wpływem płynów pęcznieje i tworzy żelo-kisiel (cóż na fachowa nomenklatura :P) , czyli dokładnie tak, jak siemię lniane. Jeżeli ktoś rozważa zakup to powiem tak: lepiej zainwestować w siemię, które jest tanie jak barszcz :)
nasiona chia vs siemię lniane


3. PŁATKI OWSIANE. Konieczne górskie. Podstawa pełnowartościowego śniadania. W tym miejscu, mój padre ma rację, bo faktycznie zdecydowana większość zbiorów owsa przetwarzana jest na paszę dla zwierząt, w tym dla koni. No cóż, będę mieć końskie zdrowie! :) Szkoda, że sporo ludzi nadal nie docenia dobrodziejstw owsa: błonnik, złożone węglowodany, witaminy z grupy B, cynk, żelazo, wapń. Samo zdrowie! Idealnie pasują jako dodatek do jogurtu, gorącego mleka, sałatek i wypieków. Pamietacie muffiny?

4. GORZKA CZEKOLADA. Poniżej 70% to nie czekolada. Czytamy składy, bo nawet do czekolad producenci potrafią dowalić syrop glukozowo-fruktozowy, konserwanty i stabilizatory. Polecam biedronkową, ale tą bez dodatku skórki pomarańczowej (ta jest już niestety 'oszukana'). Czekolada daje zastrzyk energii, którego czasem nam potrzeba. U mnie była obowiązkowym elementem śniadania w pracy, kiedy musiałam szybko uzupełnić zapas sił i się obudzić (kofeina!)
Ponadto gorzka czekolada zawiera antyoksydanty, które chronią nas przed chorobami związanymi ze starzeniem się, obniża ryzyko zawału serca, udaru mózgu. Kryje w sobie także flawonoidy działajęce antynowotworowo, przeciwzapalnie, przeciwzakrzepowo. Czekolada to także znakomite źródło magnezu, dlatego w swojej diecie powinni ją uwzględnić kawosze i fani herbaty.
Na koniec przypomnę, że po spożyciu czekolady jesteśmy szczęśliwi. Tak, tak! Następuje zwiększone wydzielane serotoniny, czyli hormonu szczęścia właśnie :)

5. SŁONECZNIK - źródło zdrowych (bo nienasyconych) kwasów tłuszczowych, witamin A, E, B6, D. Ponadto znajdziemy w nim żelazo i wapń. Super dodatek do jogurtu, sałatek, muesli, wypieków lub samodzielna przekąska. Bardzo często sięgam po słonecznik, gdy czuję przemożną potrzebę pochrupania czegoś :)

                                                                                     źródło


6. JAGODY GOJI.  Zaliczone do super żywności. Faktycznie lista ich dobrotliwości jest imponująca. Zaciekawionych odsyłam TUTAJ. Ze swojej strony dodam, że uwielbiam goji. Smak nietypowy, zupełnie inny niż znanych mi do tej pory owoców. Zimą i wczesną wiosną, kiedy nie ma dostępu do świeżych, dojrzałych polskich owoców, są dla mnie źródłem witamin. Dodaję do jogurtu, sałatek owocowych i jem jako przekąskę. Ceny w sklepach porażają, zgadzam się. Dlatego kupuję tylko przez internet większe ilości, bo tylko wtedy się to opłaca. Warto rozejrzeć się też za jakąś hurtownią ;)

7. OTRĘBY. Tutaj akurat żytnie, ale dobre są każde. BŁONNIKOWA BOMBA! Aż 40g w 100g otrębów! Mają szerokie zastosowanie w kuchni. Można z nich przygotować naleśniki, omlety, sałatki, muesli, ciasta, są skutecznym substytutem bułki tartej (a fuj!). Otręby są najcenniejszą częścią ziaren zbóż. To powód, dla którego kupujemy razowe pieczywo. Zawierają mnóstwo makro- i mikroelementów. A że są 'odpadem' z produkcji mąki, są też bajecznie tanie :)

8. DAKTYLE. Suszone owoce bogate w błonnik. Uwielbiam ich smak i kiedy muszę, muszę, muszę zjeść coś słodkiego, bo zaraz zginę sięgam właśnie po daktyle :) Sceptycy zarzucają im dużą zawartość cukru. Jako że będę daktyli bronić do ostatniej kropli krwi, zrobiłam mały research. Okazuje się, że nie taki daktylowy cukier straszny jak go malują. U zdrowych osób spożywających codziennie 10dkg daktyli poziom cukru we krwi się nie podniósł, za to obniżył trójglicerydów. Poza słodyczą te ciemne maleństwa kryją w sobie mnóstwo dobra: witaminy A, C, B1, B2, PP, kwas foliowy, potas, żelazo, fosfor i magnez.

                                                                                     źródło

9. STEWIA. Wspominałam już o niej nieco w poście o syropie z agawy (klik). Jest to naturalny słodzik wytwarzany z liści stewii (stevia rebaudiana). Swoją słodycz zawdzięcza obecności glikozydów. Nie są one trawione przez ludzki organizm, dlatego nie zawierają kalorii. Dostępne w sklepach słodziki na badzie stewii nie są niestety stuprocentową stewią. Zawierają wypełniacze, dlatego warto czytać etykiety. Można też kupić sadzonkę i uprawiać ją w domu! Poza dietetycznym charakterem, przewagę nad cukrem zyskuje sobie tym, że nie powoduje próchnicy i nie podnosi poziomu glukozy we krwi. U mnie zagościła już na dobre i nigdy nie wrócę do sztucznych i chemicznych słodzików.


10. ŻURAWINA. Kolejna porcja witamin i minerałów: witaminy C, B1, B2, wapń, fosfor, miedź, jod, garbniki, taniny, kwas cytrynowy i jabłkowy. Zwróciliście uwagę, że większość suplementów dbających o drogi moczone ma w nazwie coś z żurawiną? Bingo! Żurawina jest nieoceniona w profilaktyce i dbaniu o układ moczowy. Na tym nie kończą się dobrodziejstwa płynące ze spożywania tej jagody. Chroni nas przed próchnicą i chorobami dziąseł, zmniejsza ryzyko miażdżycy i chorób serca. W sklepach można kupić suszoną żurawinę w polewie cukrowej. Czytamy skład, ile procent mamy żurawiny w żurawinie i jaki cukier został użyty do osłodzenia tych kwaśnych owoców. Po dobrą żurawinę ponownie zapraszam do Biedro, gdzie paczkowana żurawina słodzona jest cukrem trzcinowym, ma duże całe owoce, a i smakiem zadowala.


                                     
                                                                                     źródło





11. OCET JABŁKOWY. Ostatnimi czasy zyskuje na popularności wśród dietetyków. Wspomaga trawienie poprzez stymulację produkcji enzymów trawiennych, zapobiega odkładaniu się tkanki tłuszczowej, obniża poziom trójglicerydów, podnosi poziom dobrego cholesterolu i tak dalej. Dla mnie to przede wszystkim cudo kulinarne! Idealny dodatek do sosów, w których zastępuje mi sól. Już kilka kropli nadaje wyrazisty smak. Wytwarzany z jabłek, jest zdecydowanie łagodniejszy od octu spirytusowego. Jedyny minus to intensywny zapach, który szybko ginie w potrawie po dodaniu przypraw :)

12. MIGDAŁY. Kolejne źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych. Ponadto zawierają sporo wapnia, białka, witaminę E, B2, magnez, potas i fosfor. Migdały jemy na surowo, z brązową skórką. Po poddaniu ich obróbce termicznej, zawarte w nich tłuszcze przekształcają się w niezdrowe tłuszcze trans (miażdżyca, hello!) . Świetna przekąska! Razem ze słonecznikiem, jagodami goji i żurawiną lądują w pojemniczku, który zabieram na uczelnię i chrupię między zajęciami :)



Mam nadzieję, że spora część z opisanych przeze mnie produktów towarzyszy Wam na co dzień. Być może uda mi się też kogoś zachęcić do ich wypróbowania :)
Nie jestem zwolenniczką suplementów diety i unikam ich jak ognia.  Wszystko, czego nasz organizm potrzebuje, możemy dostarczyć mu z pożywieniem, bez niepotrzebnej chemii. Jedzenie naprawdę może być lekarstwem ( i trucizną, niestety). Apeluję o rozsądek i świadome dokonywanie wyborów podczas zakupów :)


Materiały źródłowe:
http://natemat.pl/57705,jedz-gorzka-czekolade-codziennie-zachowasz-zdrowie-i-mlodosc
http://www.doz.pl/newsy/a7129-Warto_jesc_ziarna_slonecznika
http://jestemglodny.net/ciekawostki-okolokulinarne/daktyle-jedne-z-najzdrowszych-owocow-swiata.html
http://ekotarg.pl/artykul/daktyle_czyli_zdrowa_alternatywa_dla_cukierkow,248
http://stewia.info.pl/
http://polki.pl/dieta_dietyzdrowotne_artykul,10008186.html
http://www.ocetjablkowy.com.pl/wlasciwosci-octu-jablkowego.php
http://dailytips.pl/migday-cenne-rodo-zdrowia/

4 comments:

pokonacsiebie.pl said...

Super post!
Mam nasionka, muszę w końcu zasadzić stewię!
Pozdrawiam

Marta Łukasik said...

Wow! Daj znać jak wyrośnie, mnie też kusi, żeby zainwestować :)

Run-forlife said...

맛있다!

No i wcale te rzeczy nie są takie drogie (no może poza jagodami goji ;p).
Ostatnio dzika faza na żurawinę, którą wkładam pod żółty ser na kanapce.

Marta Łukasik said...

Tak jeszcze nie próbowałam. Zainspirowałaś mnie :P
A dzisiaj kupiłam żurawinę z Atlanty i nie polecam. Okrutnie słodka i jakaś taka napompowana mi się wydaje.