11/04/2013

Purée z dyni, dżemor śliwkowy i mus jabłkowy




Wszyscy uwielbiamy jeść świeże owoce i warzywa. Niestety w Polsce możemy się nimi cieszyć tylko w sezonie. Do niedawna na targach królowały śliwki, teraz na fali są dynie i jabłka. Co zrobić, żeby cieszyć się nimi cały rok? 

Bez zbędnego gadania przejdźmy do kuchni :D



Purée z dyni

Piekarnik rozgrzewamy do 180ºC.
Dynię myjemy, kroimy na mniejsze cząstki i wykrawamy pestki. Moje dynie były młode, więc bez problemu obrałam je przez pieczeniem. Jeżeli dynia ma grubą skórkę, układamy ją po prostu w naczyniu żaroodpornym, przykrywamy i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy aż dynia zmięknie (od 60 do 90 minut). Teraz wystarczy ją zblendować i gotowe. Można przechowywać ją w słoiczku (trzeba zawekować ;)) lub zamrozić w foliowym woreczku (w przypadku musu polecam jednak wekowanie).







Dynię możemy też zamrozić na surowo. Ścieramy ją na tarce o małych oczkach i z pomocą miarki kuchennej umieszczamy w woreczkach dowolne porcje. Ja mrożę 'na szklanki', bo tak zazwyczaj podawane są proporcje w przepisach. Startą, mrożoną dynię najczęściej wykorzystuję do ciast, ale świetnie sprawdzi się też do placuszków ;)



***

Dżemor śliwkowy

Wersja ultraekspresowa. Tradycyjne powidła gotuje się godzinami, ryzukując przypaleniem, tutaj jesteśmy od tego ocaleni ;)
Przyznaję bez bicia, że ten wynalazek powstał już dość dawno i za Chiny nie pamiętam proporcji. I jak to zawsze podczas robienia 'na oko' wyszło coś superpysznego ;) 




Dojrzałe śliwki (obstawiam, że u mnie ok. kilograma) pozbawiamy pestek i kroimy na mniejsze części. Całość przerzucamy do garnka i dolewamy ok 3/4 szklanki wody. Wstawiamy na mały ogień i gotujemy pod przykryciem ok 15-20 minut, tak żeby śliwki puściły sok. Tutaj część skandaliczna - odlewamy wodę (i sok) -presja czasu, miałam tylko pół godziny na dokończenie dzieła :P Owoce blendujemy (najlepszy blender kielichowy), przelewamy do garnka i gotujemy dalej na najmniejszym ogniu. Dodajemy ulubioną substancję słodzącą. U mnie ok. 20 tabletek stewii plus 3 łyżki miodu. Wydaje się sporo, ale śliwki po zmiksowaniu ze skórkami były naprawdę kwaśne. Czas ucieka, więc aby dżem miał dżemową konsystencję dodajemy żelatynę. O ile dobrze pamiętam - łyżkę. Dosypujemy stopniowo, mieszając, aby nie zrobiły się grudki. Wiem, to istna kontrowersja, ale uwierzcie - wyszło ;)
Co jakiś czas mieszamy, a w międzyczasie przygotowujemy słoiczki - myjemy i wyparzamy (nakrętki też!). Napełniamy je po kolei (możemy zdejmować garnek z ognia, ale przed napełnieniem każdego słoiczka dżemor musi się przegotować), wycieramy dokładnie gwint i mocno zakręcamy. Cała operacja musi przebiegać szybko, tak żeby zakrętka 'złapała'. Kiedy słoiczki stygną, można usłyszeć 'pykanie'. Zakrętka powinna być wklęsła. To znak, że dżemor się zawekował i nie zepsuje się przez dłuższy czas :) 



Najlepszy z razowym pieczywem, posypany siemieniem lnianym






***

Mus jabłkowy







Półtora kilograma jabłek (u mnie pół na pół odmiany szampion i boskop) obieramy, kroimy w średnio-drobną kostkę. Przerzucamy do garnka i dodajemy 1/3 szklanki wody z sokiem z cytryny (1 łyżka). Przykrywamy i dusimy na małym ogniu ok 10-15 minut, aż jabłka będą miękkie i po zmieszaniu zaczną się rozpadać. Dodajemy cynamon (wg uznania - dodałam pełną łyżeczkę) i miód. Wybrałam kwaskowe odmiany jabłek (szczególnie boskop), ale 4 łyżki miodu wystarczyły, by tę kwaskowość zrównoważyć. Mieszamy dokładnie cały mus (bo teraz jest to już konsystencja musu) gotując jeszcze chwilę bez przykrycia, żeby odparować część wody. Procedura 'pakowania' do słoiczków identyczna jak w przypadku dżemu śliwkowego.







Bez tony cukru, bez konserwantów, bez stabilizatorów. A jak smakuje? Sami się przekonacie! Śledźcie jutro profil na FB. Będzie można zdobyć jeden słoiczek musu jabłkowego! :) 




Ściskam! 


7 comments:

Run-forlife said...

Dynia wciąż jest dla mnie rzeczą niepojętą ;p
A tak jak śliwki są mi całkowicie obojętne, tak powidła z nich (koniecznie domowe i najlepiej te babci ) to jedyna rzecz poza miodem i cukrem, jaką toleruję na naleśnikach. Ale faktem jest, że z nimi to kupa roboty, Muszę wypróbować taką wersję 빨리 ;p

Marta Łukasik said...

Mam jeszcze ostatni słoiczek tu w Poznaniu, więc możesz wpaść na naleśniory :D

RudzieNka Agata said...

Ty to zawsze smaka narobisz :)

Run-forlife said...

Będę musiała zabrać herbatkę z żeńszeniem i się wprosić ;>

Marta Łukasik said...

Ooo będzie idealnie pasować ^^ Mamy deal!

Mania_bloguje said...

Melduję że kolejny przepis wypróbowany mus jabłkowy jest rewelacyjny :) już zacieram ręce na następne zmagania z innymi Twoimi przepisami :)

Marta Łukasik said...

Jeeej! Dziękuję! Jesteś kochana! I ogromnie się cieszę, że smakuje :)