9/04/2015

Kefir in Korea #2: Okolice i ulice



Okolica, w której znajduje się mój kampus (Dongdaemun-gu, Imun-ro), za dnia przypomina trochę poznańską Wildę, a boczne uliczki to już głęboki Dębiec albo łódzkie okolice Bałut. Z tą drobną różnicą, że tutaj czuję się absolutnie bezpiecznie. W nocy zaś ulice rozświetlają tysiące kolorowych banerów! Życie towarzyskie zaczyna się tutaj zdecydowanie po zmierzchu, kiedy temperatura nieco spada. Ulice zapełniają się gwarnym tłumem, bary i kanapki pękają w szwach, wszędzie słychać śmiechy i głośne rozmowy.

Czym różnią się koreańskie ulice od tych europejskich?



Przede wszystkim rozmieszczeniem oznaczeń i sygnalizacji świetlnej. Na większości tablice informacyjne i sygnalizatory są umieszczone ZA skrzyżowaniem! Ma to swoje plusy - samochody dojeżdżają do samego końca skrzyżowania i cały czas mają znaki przed oczyma. Ile razy zdarzyło mi się źle skręcić w obym mieście, bo nie zapamiętałam z którego pasa powinnam skręcić albo w ogóle przegapiłam znak? Tak, to jednak dobrze wymyślili. Problem może być przy większych skrzyżowaniach, na których znaki i sygnalizacja są znacznie oddalone, wtedy albo źle je widać, albo są wielkie i zasłaniają widoki w mieście ;) Choć na takich skrzyżowaniach przeważnie oznaczenia są umieszczone przed. Cóż za niekonsekwencja.

Sygnalizator za skrzyżowaniem...

i przed nim.
:
Tuż przed moim uniwersytetem znajduje się najfajniejsze skrzyżowanie, jakie w życiu widziałam.

Na mniejszych skrzyżowaniach rzadko który pieszy zwraca uwagę na czerwone światło, chyba nie jest to zbytnio karane. Z kolei na skrzyżowaniach bez sygnalizacji dla pieszych trzeba bardzo uważać, kierowcy absolutnie nie czują się w obowiązku przepuścić pieszego, nawet jeśli ten jest już w połowie przejścia.

Jeżeli nie podoba Wam się ogromna ilość banerów na ulicach - nie spodoba Wam się tutaj. Są duże, krzykliwe, a w nocy rozświetlają ulicę. Centrum z drapaczami chmur to zupełnie inna historia (tam jest jak na Manhattanie), mniejsze dzielnice rządzą się swoimi prawami. W mojej okolicy można zobaczyć szyldy od super nowoczesnych, designerskich po totalnie abstrakcyjne, dziecinne, po prostu słodkie.





Na chodnikach wzdłuż ulic wielu ludzi, zazwyczaj starszych, handluje owocami. Najpopularniejsze to banany (jupi!!!), duże brzoskwinie, winogrona (ale tylko ciemne), małe, żółte melony i... jabłka. Choć ceny tych ostatnich są dla mnie, Polki, astronomiczne! Za pięć jabłek trzeba zapłacić od 15 do 20 złotych, ale droższe też spokojnie znajdziecie. Jedyną opłacalną opcją, jest kupienie ich u obwoźnego handlarza, który za taką kwotę sprzedaje ich 15 ;) Na razie dzielnie się trzymam, ale pewnie kiedyś pęknę.


Przed sklepami często można spotkać ludzi z mikrofonami zachęcającymi do wstąpienia do sklepu, są też tańczące figurki reklamujące dany obiekt i ludzie z ulotkami, jednak tych ostatnich jest znacznie mniej niż w Polsce.

Czego nie ma na koreańskich ulicach?

Lekcja numer 3: Na koreańskich ulicach nie ma koszów na śmieci.


A przynajmniej nie tyle, ile u nas. Czasem można je znaleźć przy przystankach autobusowych, ale na stacji metra już niekoniecznie. Te do segregacji śmieci to też rzadkość. Śmieci dzieli się tu na odpady i te do recyklingu. Podział na plastyk, szkło, papier spotkać można jedynie w centrum. Nie ma też czegoś takiego jak przemysłowe kontenery na śmieci. Co się zatem z nimi robi? Wieczorami na chodniki trafiają liczne worki ze śmieciami, które nad ranem zgarniają odpowiednie służby. Jeśli idziecie gdzieś i nie wiedzie, co zrobić z kubkiem po kawie, najlepiej włożyć go na taką stertkę śmieci. Niektórzy sklepikarze mają swoje kosze na kółkach i to je wystawiają wieczorami. Zdarzyło mi się już coś tam podrzucić.

Totally normal


Najbardziej charakterystyczną cechą koreańskich ulic jest ich zapach, zwłaszcza w tych bocznych uliczkach. Zapach ten to mieszanina świeżo przygotowywanego jedzenia i... kanalizacji, śmieci i ryb. Momentami cieknie człowiekowi ślinka, a zaraz potem powstrzymuje mdłości.



Jakieś cztery kilometry na północ od kampusu, znajduje się najpiękniejsze miejsce, jakie do tej pory widziałam w Korei. Dream Forest! Przypomina nieco Poznańską Cytadelę, jest jednak dwa razy większy i milion razy piękniejszy! Zadbany, wypielęgnowany, stanowi połączenie tradycji i nowoczesności. Jest tutaj mnóstwo miejsc do uprawiania sportu (trasy biegowe, rowerowe, górki, otwarte siłownie na powietrzu) - coś pięknego! Byłam tam w deszczowy dzień, więc zdjęcia niezbyt oddają urok tego miejsca, ale to z pewnością nie ostatnia moja tam wizyta, nadrobię :)



Suszenie papryczek. Częściej suszą je na plandekach,
ale można też zobaczyć je wysypane tak po prostu na pojeździe.

Koreańska flaga to dość często spotykany motyw na ulicach.

Koreańczycy lubią się wspomagać angielskimi słówkami prowadząc interesy.
Czasem zamiast sale wychodzi epic fail ;)

Absolutnie nie wiem, o co chodzi z tymi frędzlami zamiast wiaty garażu przy hotelach.

Uliczki prowadzące do wyżej położonych domów są ultrawąskie i często strome.
Ciekawe, jak radzą sobie zimą?

Większość tutejszych piekarni ma francuskie nazwy.
Jednak dobrego pieczywa na próżno szukać.

Bardzo często przed restauracjami/barami wystawione są gabloty,
pokazujące, jak wyglądają poszczególne dania.



Kable, kable everywhere!


Więcej kabli!

 

Żeby nie było, brzydsze miejsca też można znaleźć ;)

Zakupowa ulica w nowoczesnej dzielnicy, mniej kiczowata, ale nadal krzykliwa.



Reklama dźwignią handlu

Architektura centrum kompletnie różni się pozostałych dzielnic


Ratusz

Ratusz

Dream Forest

Tradycyjna posiadłość, otwarta dla zwiedzających.


Schody prowadzące na górkę

A na górze takie miejsce ukryte!

Mini zoo! :)




Koreańskie dzieci są najpiękniejsze na świecie ;)




Mini lasek bambusowy

I co, nie jest pięknie?







5 comments:

FitHealthyLife said...

Jest pięknie :)

Anonymous said...

Dziękuję. Kocham takie zdjęcia z podróży. Pokazują prawdopodobnie 100% tego co ja bym fotografowała ;)

Karolina Ka said...

Z tego co wiem, to te frendzle zdobią koreańskie love-motele. Nie daj się wciągnąć ;) <3

Marta Łukasik said...

Hyhy, widziałam je też przy większych hotelach, więc nadal mnie to zastanawia. Podobne jak ich funkcjonalność xP

Poppy Miau said...

Ale to skrzyżowanie, hmm.. jest skrzyżowane! *o*