Showing posts with label Ironic. Show all posts
Showing posts with label Ironic. Show all posts

12/02/2015

Kefir w Korei #9: Przygody wybrane



Czyli zestaw śmiesznych, zaskakujących, zadziwiających, wspaniałych i wzruszających sytuacji, w których chcąc lub nie chcąc się znalazłam. O niektórych zabawnych przygodach słyszałam wcześniej od znajomych, niektóre były totalnym zaskoczeniem, jednak każda z nich uczyni pobyt tutaj niezapomnianym.

7/22/2015

Healthy lifestyle latem - łatwiej czy trudniej?



Pytanie zakiełkowało mi w głowie, gdy stanowczo odmówiłam zjedzenia obiadu, a chwilę potem zaczęłam ślinić się na widok porcji lodów waniliowych z bakaliami.

Doszłam do następujących wniosków:

10/27/2014

Mission impossibru, priorytety i separacja




Ostatnie dwa tygodnie to jakaś masakra. Wszystko, co mogło się zbiec w czasie i ponakładać na siebie stało się własnie w ubiegły weekend. Gwoździem programu miał być udział w Biegu Warciańskim, tym samym, w którym debiutowałam rok temu. Niestety nawał obowiązków uczelnianych postawił udział pod znakiem zapytania, do tego grafik w pracy zmieniony w ostatniej chwili. Tylko czekałam na sugestię, ze strony Mamy, by ten bieg odpuścić. Ze łzami w oczach (potem w rękawie), podjęłam decyzję o rezygnacji z biegu. Tata miał odebrać mój pakiet i oddać chip. Przez cały tydzień dwoiłam się i troiłam, bo myśl o biegu nie dawała mi spokoju. Zrezygnować z czegoś, co jest dla Ciebie ważne, tylko dlatego, że nie masz czasu? Coś mi jednak odbiło i postanowiłam, że pobiegnę, choć zdawałam sobie sprawę, że odbije mi się to czkawką na zdrowiu. To, jak się nagimnastykowałam, żeby w ogóle do Koła dotrzeć pominę milczeniem ;) W miniony weekend zagięłam czasoprzestrzeń ;)

5/06/2014

5 rzeczy, przez które nienawidzę być kobietą*

1. Okres, menstruacja / miesiączka / owulacja czy jakkolwiek to zwał. Sorry panowie, nie wiecie co to znaczy, a ja sobie pomarudzić muszę. I już nawet nie chodzi o ból, bo Bogu dzięki z reguły mnie to nie dotyczy, ale sam fakt co miesięcznej katorgi, łażenia z pieluchą w gaciach albo wtykania tamponu... ok, oszczędzę szczegółów. Generalnie te kilka dni w miesiącu bywa okresem totalnej psychozy na punkcie higieny i obsesji, że oto cała ludzkość wpatruje się w mój tyłek. W bonusie czuję się jak balon, na twarzy pojawiają się pojedyncze Kilimandżaro albo całe łańcuchy górskie. I chociaż ten cały kobiecy cykl ma swój sens, jest informacją, że z organizmem wszystko ok, to i tak szlag mnie trafia, bo...

źródło

3/24/2014

Stop, wysiadam. Czyli dlatego nie kupię 'Diety bez pszenicy'




Pracując w księgarni, mam ten przywilej bycia na bieżąco z wydawniczymi nowościami. I tak, ostatnio sięgnęłam po książkę 'Dieta bez pszenicy'  dr. Williama Davisa, przekartkowałam, zagłębiłam się wyrywkowo w niektóre fragmenty i zmarszczyłam czoło. Być może fakt nie przeczytania całości nie daje mi prawa oceny, ale jednak na tę książkę pieniędzy nie wydam. 

3/01/2014

10 sposobów, by znienawidzić bieganie

1. Biegaj, bo to modne. Nawet jeśli tego nie lubisz. 


    Jest boom na bieganie, nie da się ukryć. Biegają wszyscy, młodzi, starsi, prezesi i mechanicy, matki, żony i kochanki. Żeby być na topie, muszę biegać i ja! Chociaż szczerze tego nienawidzę. Nie musisz! Jest milion innych aktywności, nie każdy musi biegać! Sport, który nie daje przyjemności i satysfakcji, a wywołuje jedynie frustrację i męczarnie lepiej odpuścić. Rower, rolki, łyżwy, zumba... Każdy znajdzie coś dla siebie. Jedyne co musisz zrobić, to spróbować - nie raz, nie dwa, bo żeby złapać bakcyla trzeba czasem trochę czasu. Jeśli jednak mimo to, czujesz, że bieganie nie jest dla ciebie - szukaj dalej.

2. Biegaj codzienne. Albo dwa razy dziennie! I każdego dnia więcej niż wczoraj.


   Daję tydzień, bardziej wytrwałym dwa, a potem gwarantuję zniechęcenie, przetrenowanie i bardzo możliwe, że kontuzję. W początkowej fazie biegania - fazie totalnego zajarania, chciałoby się biegać dzień w dzień, ile wlezie. A to poważny błąd początkującego. Been there, done that. U mnie padło kolano, na szczęście eliminacja z biegania była tylko tygodniowa. W porę zareagowałam. Cierpliwość i umiar - klucz do sukcesu.


11/07/2013

Bycie FIT vs. codzienność, czyli dlaczego nie wszyscy są królami fitnessu?

Siedzę tak sobie wczoraj, a w zasadzie leżę - styrana po treningu i myślę - przecież to takie piękne uczucie, dlaczego tak wielu ludzi nie ćwiczy? To najbanalniejsza forma sprawienia sobie radości i przyjemności. Tak, jestem uzależniona. I kiedy z przyczyn niezależnych ode mnie (nawał obowiązków, pogoda, nagła zmiana planów - ktoś / coś) nie mogę odbyć zaplanowanego treningu jestem po prostu chora. 
Powiem więcej, jestem zła jak osa i rozdrażniona jak kobieta podczas PMS (nie miewam PMS, żeby było jasne :P). Dla mnie trening i zdrowe odżywianie to już nieodłączny element życia. Chociaż jak tak pomyślę, to w zasadzie moje życie samo w sobie ;) Idea jest piękna - pielęgnacja ciała i umysłu; zdrowie i uroda; sprawność i spokój ducha.

Skoro to takie banalne i proste z założenia, dlaczego po ziemi nie chodzą sami królowie i królowe fitnessu? 
Ano. To, co proste w teorii, zazwyczaj najtrudniej jest wdrożyć w życie. I o ile człowiek posiada wiedzę na temat zdrowego żywienia, choćby najbardziej podstawową, to i tak w sklepie łapczywie wyciąga ręce po kolorowe napoje, chrupiące chipsy, ociekające tłuszczem pączki i rozpływające się w ustach czekoladki. [Ślinianki zaczęły pracować? Moje tak ;)] Dlaczego tak się dzieje? Bo człowiek lubi sobie dogadzać, a nie lubi wyrzeczeń. 'Pyszne' jedzenie i wieczór przeleżakowany przed Tv dają mu poczucie złudnej przyjemności.

źródło