Showing posts with label Zawody/Competitions. Show all posts
Showing posts with label Zawody/Competitions. Show all posts

10/27/2014

Mission impossibru, priorytety i separacja




Ostatnie dwa tygodnie to jakaś masakra. Wszystko, co mogło się zbiec w czasie i ponakładać na siebie stało się własnie w ubiegły weekend. Gwoździem programu miał być udział w Biegu Warciańskim, tym samym, w którym debiutowałam rok temu. Niestety nawał obowiązków uczelnianych postawił udział pod znakiem zapytania, do tego grafik w pracy zmieniony w ostatniej chwili. Tylko czekałam na sugestię, ze strony Mamy, by ten bieg odpuścić. Ze łzami w oczach (potem w rękawie), podjęłam decyzję o rezygnacji z biegu. Tata miał odebrać mój pakiet i oddać chip. Przez cały tydzień dwoiłam się i troiłam, bo myśl o biegu nie dawała mi spokoju. Zrezygnować z czegoś, co jest dla Ciebie ważne, tylko dlatego, że nie masz czasu? Coś mi jednak odbiło i postanowiłam, że pobiegnę, choć zdawałam sobie sprawę, że odbije mi się to czkawką na zdrowiu. To, jak się nagimnastykowałam, żeby w ogóle do Koła dotrzeć pominę milczeniem ;) W miniony weekend zagięłam czasoprzestrzeń ;)

5/26/2014

Rossman Run - Bieg Ulicą Piotrkowską



W minioną sobotę (tj. 24.05.2014) wzięłam udział w dwunastej edycji Biegu Ulicą Piotrkowską. W Łodzi mieszkałam przez jakiś czas, więc ten bieg był dobrym powodem, by odwiedzić 'stare śmieci'. 

Aby móc w pełni wytłumaczyć, czym był dla mnie ten start, muszę w kilku słowach naświetlić, przez co przechodziłam przez kilka ostatnich miesięcy. Od lutego borykałam się z kontuzją łydek, dokładniej mięśnia płaszczkowatego. Nogi były ciężkie, obolałe i nawet chodzenie sprawiało ból. Był lekarz, fizjoterapeuta, suplementacja, rozciąganie, jednak najlepszym lekarstwem okazał się czas. Po około dwóch i pół miesiącach wróciłam do lekkiego truchtania, ale opatrzność chyba nie była z tego zadowolona. Zaczęły się problemy z kręgosłupem, piszczelami, a na sam koniec z kolanem. Na bieg w Łodzi zapisałam się jakieś 2 miesiące temu, święcie przekonana, że do tego czasu będzie już wszystko ok. No nie było. Ostatnie dłuższe truchtanie przed sobotnim biegiem miało miejsce w poniedziałek i na drugi dzień kolanowego szału nie było. Na bieg jechałam w zasadzie z duszą na ramieniu i wcale nie było mi do śmiechu. Ostatni raz dychę przebiegłam ponad trzy miesiące temu...

10/27/2013

Mój debiut - 33. Międzynarodowy Bieg Warciański

Jak już wcześniej informowałam na Facebooku, wzięłam udział w 33. Międzynarodowym Biegu Warciańskim, dystans 10km. Były to moje pierwsze poważne zawody, dlatego stres zbliżony do tego co przed maturą ustną z polskiego (czyli potworny!!!). Co prawda brałam udział w Biegu Warciańskim jako dziecko, na dystansie 800 metrów, ale to zupeeeełnie co innego. 

Pakiet startowy odebrałam dzień wcześniej, żeby uniknąć opóźnień dzisiaj albo nie przyjechać za wcześnie. Wydanie pakietu (numer startowy, baton energetyczny, woda, bon żywieniowy) przebiegło sprawnie i sympatycznie. Coraz bardziej cieszyłam się na ten bieg ;)

Dzień startu.
Wstałam po 7., podładowałam telefon (żeby nie było jak podczas ostatniego biegania), wypiłam wodę z cytrynką. Miałam poćwiczyć coś na rozgrzewkę, ale nie czułam weny. Poskakałam chwilę na skakance i poszłam na śniadanko. Modliłam się tylko, żeby nie mieć żadnych rewolucji żołądkowych podczas biegu, bo niestety mam taką tendencję, że jak tylko jem coś w stresie, to strasznie mi potem niedobrze. Na szczęście, obyło się bez nieprzyjemności :P