Showing posts with label Podróże/travel. Show all posts
Showing posts with label Podróże/travel. Show all posts
9/04/2016
Prawdziwa Włoska przygoda!
Dzięki mojemu dobremu przyjacielowi, Valerio mogłam spędzic kilka cudownych dni we Włoszech. A ponieważ mieszkałam przez ten czas z jego rodziną, tuż pod Rzymem, w Dragonii, miała niepowtarzalną okazję doświadczyć Włoch od kuchni: zobaczyć rytuał parzenia kawy, posmakować słodkiego śniadania i zjeść prawdziwą, domową, włoską kolację. I oczywiście dowiedzieć się kilku ciekawostek o Italii.
Zresztą, zobaczcie sami.
Click here to go to the English Version.
The real Italian Experience
Thanks to my good friend Valerio, whom I met during the student exchnge in Korea, I was able to discover Rome from an unique perspective. I saw more, understood more and... ate way too much :D
By staying with an Italian family, in house a bit outside of Rome, in Dragona, I could experience the true Italian life: the coffee ritual in the morning, sweet breakfast, late dinner with the entire family and wine. And of course, got to know a few fun facts about Italy.
To cut the long story short, let me just show you, what I was doing there!
Kliknij tutaj by przejść do wersji polskiej.
3/16/2016
Poland vs. Korea I
I co, fajnie było? - pytanie, które po powrocie z Korei słyszałam często gęsto.Cudownie! W Korei naprawdę było cudownie. Ale chyba nie chciałabym zostać tam na stałe - taka oto padała odpowiedź. Bo Korea jest wspaniała, spędziłam tam sześć najpiękniejszych miesięcy mojego życia. Nie było ani jednego tak słabego dnia, w którym miałabym ochotę rzucić wszystko i wracać do Polski. Zachwyciłam się Koreą. Korea mnie uwiodła ;)
Jednak zachwyt ten nie pozostawał bez refleksji. Rzeczy, które są oczywiste i sprawdzają się w Azji, dla osoby przesiąkniętej kulturą Zachodu na dłuższą metę byłyby nie do przyjęcia. Powiedziałam kiedyś, że im dłużej jestem w Korei, tym więcej dobrych cech naszego kraju dostrzegam. Mimo to, wyjeżdżając z Korei żal ściskał mi serce, a z oczu płynęły łzy. Po dwóch tygodniach w kraju, już pogodzona z rzeczywistością i z nadal świeżymi wspomnieniami z Korei mogę porównać te dwa wspaniałe kraje, a o tym, gdzie faktycznie lepiej żyć, zdecydujecie sobie sami ;)
-So, it was nice in Korea, wasn't it? - the question I've heard countless amount of times since I came back.- Wonderful! Korea was really amazing. But I'm not sure if I wanted to stay there for good - was my usual answer.Because Korea is indeed wonderful, I've spent there the best six months of my life. There was not even one day so bad, that I'd want to leave everything and go back to Poland. I was amazed with Korea. Korea seduced me.
But the admiration over Korea wasn't without any reflection. Things that are obvious and work well in Asia, for someone raised in Western culture would be unacceptable in the long run. I've said before that the longer I live in Korea, the more good points of living in Poland I see. But still, it was hard to leave Korea and I really had tears in my eyes when I was boarding the plane.
After two weeks in my motherland, almost having accepted the reality of being back and yet still having fresh memories from Korea, I can compare those two great countries and where is it better to live, you can decide on your own ;)
1/22/2016
Kefir in Korea #13: I love you, Korea!
I love this country, I really do. My sympathy for Korea went way far beyond my expectations. I could write a long epic story filled with emotional admirations, but instead of that I'll name all of the things j'adore about the country of the morning calm :)
Kocham ten kraj, naprawdę. Sympatia, jaką obdarzyłam Koreę przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Mogłabym napisać powieść pełną emocjonalnych uwielbień, lecz miast tego wyliczę wszystkie te małe i duże rzeczy, za które kocham ten kraj porannego spokoju :)
1/08/2016
Kefir in Korea #12: Duma Seulu - Metro
Nie wiem, jak bardzo i czy w ogóle Koreańczycy są dumni ze swojego metra, ale moim zdaniem mają ku temu wszelkie powody. Seulskie metro to rzecz genialna, niemal idealna. Kiedy koleżanka po powrocie do Polski wychwalała ich system transportu publicznego, nie do końca go rozumiałam. Do tej pory uważałam Poznańską PEKĘ za naprawdę świetne rozwiązanie. Krótko po przyjeździe zrozumiałam, co miała na myśli :) Zapraszam na przejażdżkę Seulskim metrem!
12/28/2015
Kefir in Korea #11: Święta w Seulu
Boże Narodzenie w Korei to święto gorszego sortu ;) Jest piękne, owszem, bo świąteczne iluminacje rozświetlają ulice, a centrum wygląda jak z bajki, ale nie ma tej niesamowitej, ciepłej atmosfery. Nie ma gorączki przygotowań, nie ma rodzinnych zjazdów. 25. grudnia to w Korei dzień zakochanych, o czym przekonałyśmy się z P., kiedy byłyśmy jedynymi przyjaciółkami w kawiarni, otoczonymi przez same zakochane pary.
12/12/2015
Kefir in Korea #10: Paryska bagieta i fasola zamiast czekolady
Czyli trzeci tom (o)powieści o jedzeniu w Korei, tym razem o pieczywie. Jak wiecie lub nie, bez pieczywa nie wyobrażam sobie życia. Dlatego przed przyjazdem do Korei smutkiem i trwogą napawała mnie wizja sześciu miesięcy bez solidnej, polskiej pajdy chleba. Okazało się, że w Korei pieczywo znają i lubią. Problem w tym, że mimo francuskich nazw piekarni (Paris Baguette, Pour toi, Tous les jours) ich wyroby nie mają nic wspólnego z tym, co można znaleźć w Europie. Co zatem można znaleźć?
12/02/2015
Kefir w Korei #9: Przygody wybrane
Czyli zestaw śmiesznych, zaskakujących, zadziwiających, wspaniałych i wzruszających sytuacji, w których chcąc lub nie chcąc się znalazłam. O niektórych zabawnych przygodach słyszałam wcześniej od znajomych, niektóre były totalnym zaskoczeniem, jednak każda z nich uczyni pobyt tutaj niezapomnianym.
11/24/2015
Kefir in Korea #8: Życie w akademiku
Ten temat może być trochę zaskakujący, bo cóż takiego wartego uwagi można opowiedzieć o życiu w akademiku? Miliony studentów na świecie mieszkają w akademikach, no big deal. Dla mnie jednak to kompletna nowość, pierwszy raz na wymianie, pierwszy raz mieszkam w akademiku. Dla kogoś, kto od ponad dziesięciu lat miał swój pokój tylko dla siebie i dodatkowo bardzo ceni sobie własną przestrzeń, wizja dzielenia jej z kimś zupełnie obcym nie napawa optymizmem. Poza tym słyszałam legendy o dziwnych, azjatyckich współlokatorkach, brudzie, cuchnącym jedzeniu i wszechobecnych kłakach. Jak jest naprawdę?
11/06/2015
Kefir in Korea #7: The Buddhist Experience
Last sunday was unforgettable. Thanks to Cham Education & Culture organisation I had the opportunity to participate in a very special event: Seoul Traditional Temple Week. There was a few options to choose from and I went for a whole day trip and visited three absolutely amazing temples.
Ostatnia niedziela była niezapomniana. Dzięki organizacji Cham Education & Culture miałam okazję wziąć udział w niezwykłym wydarzeniu: Seulskim Tygodniu Tradycyjnych Świątyń. Opcji do wyboru było kilka, ja zdecydowałam się na całodniową wycieczkę i dzięki temu zwiedziłam trzy niezwykłe świątynie.
Ciąg dalszy wersji polskiej pod zdjęciami, przewijaj dalej!
10/24/2015
Kefir in Korea #6: When a crab tries to runaway // Kiedy krab próbuje uciec
Nienawidzę robić zakupów. Z jednym wyjątkiem - kupowania żywności. Naprawdę sprawia mi to przyjemność, czytanie etykiet, odkrywanie perełek, nowości. Nazwijmy to zboczeniem zawodowym ;)
I hate shopping. Except of one thing - buying food. I really enjoy that, I like reading labels, checking ingredients, finding 'must haves', novelties. Let's just call it an occupational quirk ;)
10/14/2015
Kefir in Korea #5: Gates / Bramy
Bramy i wejścia to w Korei rzecz absolutnie niezwykła.
Są imponujące i pięknie wykonane. I nie tylko znajdujące się w reprezentatywnych miejscach zabytkowe bramy do miasta. Najpiękniejsze wydają mi się te ukryte w gąszczu wąskich uliczek.
Zresztą, niech historię opowiedzą zdjęcia ;)
Gates and entrances in Korea are something absolutely special. They look impressive and are very detailed. And it's only about old city-gates located in representative places. The most beautiful to me are these, hidden somewhere in the labyrinth of backstreets.
Anyway, let the pictures tell the story ;)
Anyway, let the pictures tell the story ;)
10/07/2015
Kefir in Korea #4: Studying / Studiowanie

Minął już miesiąc, odkąd rozpoczęłam naukę w Korei. Przyszedł zatem czas, by napisać kilka słów o tym, po co tutaj przyjechałam, czyli o studiowaniu.
It's been already over a month since I arrived to Korea. So I guess it's the highest time to write a little bit about the reason why I'm actually here: studying.
9/16/2015
Kefir in Korea #3: Food I

Jeden post o jedzeniu w Korei to zdecydowanie za mało, jest to zbyt rozległy i ciekawy temat, dlatego rozbiję go na kilka postów. Dzisiaj nieco o kulturze jedzenia, co jest popularne, co ciekawe i głównie o jedzeniu na mieście.
One post about food in Korea is absolutely not enough, this is a wide-ranging and very interesting topic so I decided to make a few chapters out of it :) Today few words about culture of eating, some popular dishes and mainly about eating out.
Read more ↓
9/04/2015
Kefir in Korea #2: Okolice i ulice
Okolica, w której znajduje się mój kampus (Dongdaemun-gu, Imun-ro), za dnia przypomina trochę poznańską Wildę, a boczne uliczki to już głęboki Dębiec albo łódzkie okolice Bałut. Z tą drobną różnicą, że tutaj czuję się absolutnie bezpiecznie. W nocy zaś ulice rozświetlają tysiące kolorowych banerów! Życie towarzyskie zaczyna się tutaj zdecydowanie po zmierzchu, kiedy temperatura nieco spada. Ulice zapełniają się gwarnym tłumem, bary i kanapki pękają w szwach, wszędzie słychać śmiechy i głośne rozmowy.
Czym różnią się koreańskie ulice od tych europejskich?
9/02/2015
10/27/2014
Mission impossibru, priorytety i separacja
Ostatnie dwa tygodnie to jakaś masakra. Wszystko, co mogło się zbiec w czasie i ponakładać na siebie stało się własnie w ubiegły weekend. Gwoździem programu miał być udział w Biegu Warciańskim, tym samym, w którym debiutowałam rok temu. Niestety nawał obowiązków uczelnianych postawił udział pod znakiem zapytania, do tego grafik w pracy zmieniony w ostatniej chwili. Tylko czekałam na sugestię, ze strony Mamy, by ten bieg odpuścić. Ze łzami w oczach (potem w rękawie), podjęłam decyzję o rezygnacji z biegu. Tata miał odebrać mój pakiet i oddać chip. Przez cały tydzień dwoiłam się i troiłam, bo myśl o biegu nie dawała mi spokoju. Zrezygnować z czegoś, co jest dla Ciebie ważne, tylko dlatego, że nie masz czasu? Coś mi jednak odbiło i postanowiłam, że pobiegnę, choć zdawałam sobie sprawę, że odbije mi się to czkawką na zdrowiu. To, jak się nagimnastykowałam, żeby w ogóle do Koła dotrzeć pominę milczeniem ;) W miniony weekend zagięłam czasoprzestrzeń ;)
5/26/2014
Rossman Run - Bieg Ulicą Piotrkowską

W minioną sobotę (tj. 24.05.2014) wzięłam udział w dwunastej edycji Biegu Ulicą Piotrkowską. W Łodzi mieszkałam przez jakiś czas, więc ten bieg był dobrym powodem, by odwiedzić 'stare śmieci'.
Aby móc w pełni wytłumaczyć, czym był dla mnie ten start, muszę w kilku słowach naświetlić, przez co przechodziłam przez kilka ostatnich miesięcy. Od lutego borykałam się z kontuzją łydek, dokładniej mięśnia płaszczkowatego. Nogi były ciężkie, obolałe i nawet chodzenie sprawiało ból. Był lekarz, fizjoterapeuta, suplementacja, rozciąganie, jednak najlepszym lekarstwem okazał się czas. Po około dwóch i pół miesiącach wróciłam do lekkiego truchtania, ale opatrzność chyba nie była z tego zadowolona. Zaczęły się problemy z kręgosłupem, piszczelami, a na sam koniec z kolanem. Na bieg w Łodzi zapisałam się jakieś 2 miesiące temu, święcie przekonana, że do tego czasu będzie już wszystko ok. No nie było. Ostatnie dłuższe truchtanie przed sobotnim biegiem miało miejsce w poniedziałek i na drugi dzień kolanowego szału nie było. Na bieg jechałam w zasadzie z duszą na ramieniu i wcale nie było mi do śmiechu. Ostatni raz dychę przebiegłam ponad trzy miesiące temu...
Subscribe to:
Posts (Atom)





